Materiały dla mediów

Biuro Federacji PZ 11.03.2014

 

Federacja czyta posłom


– Mamy dobre rozwiązanie by poprawić dostęp do leków refundowanych. Skoro parlament coś zepsuł, to najwyższy czas czas to naprawić. Tym razem przepisy napisali praktycy – mówi  Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, który 13 marca przedstawi posłom obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy z dnia 12 maja 2011 r. o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. 

Pod projektem PZ, w przepisowym terminie 3 miesięcy, podpisało się ponad 150 tysięcy pacjentów i pracowników podstawowej opieki zdrowotnej (aby tego typu inicjatywy obywatelskie były rozpatrywane przez Sejm należy uzyskać 100 tysięcy podpisów). Teraz przyszedł czas na jego pierwsze czytanie.

Jacek Krajewski podkreśla znaczenie sugerowanych przez PZ zmian: – Teraz dobro polskich pacjentów i naprawa tego aspektu systemu opieki zdrowotnej zależą od rozsądku posłów i ich woli współpracy z naszymi ekspertami.

Co postulują eksperci PZ? 

Proponowane przez PZ poprawki do ustawy mają na celu wskazanie, że refundacja leku warunkowana będzie wyłącznie określonym stanem klinicznym i wiedzą medyczną dotyczącą tego stanu, a nie obwieszczeniem Ministra Zdrowia. Zdaniem Porozumienia Zielonogórskiego ustalenie poziomu odpłatności nie wchodzi w zakres działań lekarza wykonywanych przy wystawianiu recept. (Ustalenie poziomu odpłatności będzie w takiej sytuacji prostą czynnością techniczną polegającą na porównaniu nazwy leku z kodem danej choroby, bez udziału lekarza).

Dodatkowo projekt ustawy wprowadza nowy mechanizm polegający na ustaleniu maksymalnej wysokości kosztów ponoszonych przez pacjentów na zakup leków refundowanych. Po przekroczeniu poziomu wydatków na leki refundowane w proponowanej wysokości 3-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę – całość dalszych kosztów ma być zwracana pacjentowi przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Rozwiązanie to służyć będzie ochronie osób najbardziej pokrzywdzonych, które muszą wydawać na leki największą część swych dochodów.

Ostatnim z celów zmian jest wprowadzenie  mechanizmu pozwalającego aptekom na utrzymywanie stałej ilości leków refundowanych, a przez to zwiększenie ich dostępności dla pacjentów, szczególnie w okresach zmian obwieszczeń Ministra Zdrowia. W obecnym stanie prawnym apteka, która zakupiła w hurtowni dany lek refundowany za określoną kwotę, w razie obniżenia poziomu ceny tego leku zmuszona jest go sprzedać po cenie dużo niższej, niż cena zakupu, a więc ze stratą. Wprowadzony mechanizm ma uchronić apteki przed ponoszeniem kosztów tak określonych zmian.

Obowiązującą ustawę należy zmienić

Po wejściu w życie obecnej Ustawy o refundacji leków we wszystkich grupach społecznych i zawodowych, których ustawa ta dotyczy, powstało duże rozczarowanie wprowadzonymi rozwiązaniami. Uznano, że wprowadziła ona niezmiernie uciążliwe dla pacjentów,  lekarzy i świadczeniodawców rozwiązania dotyczące sposobu ustalania poziomu refundacji.

Eksperci Porozumienia Zielonogórskiego wielokrotnie zwracali władzom resortowym uwagę na negatywne skutki obowiązującej ustawy: 1. Znaczący spadek liczby przepisywanych pacjentom leków refundowanych. 2. Wzrost wydatków pacjentów na leki oraz coraz powszechniejsze zjawisko nie wykupywania leków przez uboższych pacjentów, a w efekcie zmniejszenie skuteczności leczenia. 3. Obciążanie lekarzy nadmierną ilością czynności administracyjnych związanych z przepisywaniem leków refundowanych, co ogranicza czas, który powinni poświęcić na leczenie pacjentów. 4. Przerzucenie na apteki kosztów związanych z obniżeniem cen na leki refundowane w sytuacji, w której apteka zakupiła dany lek w cenie wyższej niż przed obniżką.

– Zamierzonym efektem ustawy jest umożliwienie pacjentom szerszego dostępu do leków refundowanych oraz zwiększenie skuteczności  leczenia, w tym także poprzez rezygnację z obciążania lekarzy czynnościami urzędniczymi, zabierającymi czas, który powinien być przeznaczony na  leczenie – tłumaczą eksperci Porozumienia Zielonogórskiego.

Polscy pacjenci i lekarze liczą na rozsądną zmianę

Inicjatywa legislacyjna lekarzy rodzinnych zrzeszonych w Federacji Porozumienie Zielonogórskie zaliczona została przez środowisko medyczne do przełomowych działań, które w 2013 roku zmieniły polską medycynę i ochronę zdrowia.

– Od momentu, gdy złożyliśmy projekt otrzymujemy wyrazy poparcia od organizacji lekarskich oraz działających na rzecz pacjentów, a zwłaszcza samych pacjentów, którym wielokrotnie musieliśmy tłumaczyć powody problemów, do których doprowadziły aktualne przepisy. Mam nadzieję, że tym razem parlamentarzyści nie popełnią takich błędów, jak te, które spowodowały naszą akcję. A także, iż dostrzegą, że popierający nasz projekt, to ich potencjalni wyborcy – przypomina prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie Jacek Krajewski.


***

 

 

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Biuro Federacji PZ 13.02.2014

 

FEDERACJA POROZUMIENIE ZIELONOGÓRSKIE

Pan
Bartosz Arłukowicz
Minister Zdrowia

Szanowny Panie Ministrze,

W najbliższe Walentynki miną równo dwa miesiące z trzech, w ciągu których, zgodnie ze wskazaniem premiera, powinien Pan opracować plan „skrócenia kolejek” pacjentów do lekarzy. Nieprzypadkowo wspominamy o tym święcie, bo to dzień okazywania sobie uczuć. Wierzymy, że lekarz, bez względu na sytuację, nie może stracić empatii nie tylko w stosunku do chorych, ale także koleżanek i kolegów „po fachu”…

My nie straciliśmy zarówno empatii w stosunku do naszych pacjentów, jak i poczucia zawodowej solidarności – stąd ten list. Więc prosimy nie traktować go, jako złośliwej odpowiedzi na Pański, w którym nas - lekarzy uznał za „przyjaciół”, choć z treści trudno było to wnioskować.

Dziś, w tych trudnych dla Pana chwilach chcemy szczerze pomóc – niech to będzie takie koleżeńskie klepnięcie w plecy z przesłaniem: „Nie łam się, jesteśmy z Tobą, tylko pozwól, byśmy Ci pomogli”…

Żądanie skrócenia kolejek do lekarzy brzmi pięknie, zwłaszcza przedwyborczo, ale dla oczekujących w nich pacjentów. Jednak wiemy, że bez konkretnych i zdecydowanych zmian w polskim systemie ochrony zdrowia, może ono polegać tylko na wywołaniu złudzenia optycznego opartego na administracyjnej decyzji, by chorzy w tych kolejkach stawali bliżej siebie.

Natomiast nie wiemy, jakie plany uzdrowienia tej sytuacji zostały opracowane przez urzędników ministerstwa i polityków? Z nami, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, niczego nie konsultowano. Szkoda, bo wieloletnia praktyka pozwoliła nam zebrać liczne spostrzeżenia i sformułować wiele sugestii, przydatnych dla tych, którym naprawdę zależy na losie polskich pacjentów.

Niestety, przedstawiciele każdej kolejnej władzy gotowi są ustępować rozsądkowi i chcą z nami konstruktywnie współpracować wyłącznie po spowodowanych przez siebie kryzysach. Niestety, też tylko do momentów, w których wymyślają następne, abstrakcyjne pomysły, mające służyć przede wszystkim budżetowym oszczędnościom na zdrowiu pacjentów. A ich pomysły przekazywane są potencjalnym wyborcom populistycznie i propagandowo.

Mamy nadzieję, że Pan Minister nie wpisze się w tą nudną już historię polskiego szkodnictwa medycznego i przyjmie naszą wyciągniętą pomocną dłoń. Jesteśmy gotowi przedstawić (oparty na doświadczeniach cywilizowanych państw), nasz projekt programu ułatwiającego rozwiązanie kolejkowego problemu. Wierzymy, że przy wspólnej woli, ten ostatni miesiąc, który może zaważyć na Pańskiej reputacji, powinien wystarczyć, by przedstawić premierowi realny program – korzystny zarówno dla pacjentów, jak i budżetu.

A na dobry początek proponujemy, by zreformować system nakładający na lekarzy rodzinnych biurokratyczne obowiązki, które powinny spoczywać na kontrolerach NFZ do tej pory zajmujących się nakładaniem kar na tych, którzy chcą pomóc pacjentom.

Czy decydentom tak trudno zrozumieć, że zastępując urzędników, lekarze tracą czas, który mogliby poświęcić pacjentom? Czy tak trudno zrozumieć, że przyczynia się to do wydłużania kolejek w poradniach specjalistycznych? Chyba nie trzeba wymieniać liczby absurdalnych sprawozdań oraz przepisów, by wiedza i praktyka lekarska była zastępowana urzędowymi nakazami? Być może dla urzędników, kolejne regulacje wydają się być słuszne, ale dla lekarzy i ich pacjentów zapowiadają katastrofę. Ale, na szczęście, Pan Minister jest lekarzem…

Możemy przedyskutować problemy roli medycyny rodzinnej w systemach ochrony zdrowia różnych państw, możemy przeanalizować nie tylko finansowe zyski (polityczne) i straty (społeczne) przedkładania medycyny naprawczej nad stałą opiekę i profilaktykę, możemy wskazać plusy i minusy populistycznie proponowanych reform polegających na przesuwaniu specjalizacji, możemy porozmawiać o perspektywach edukacji medycznej w obliczu starzejącej się kadry lekarzy… Możemy.

Panie Ministrze i Kolego lekarzu.

Może Pan liczyć na naszą koleżeńską pomoc. W polityce bywa różnie. Ale lekarz zawsze powinien pozostać lekarzem.

W imieniu Świadczeniodawców POZ - z empatią i nadzieją…

Jacek Krajewski – Prezes Federacji „Porozumienie Zielonogórskie”

 

 

................................................................................................................................................................................................

 

Biuro Federacji 11.02.2014

Literackie zapędy internistów i pediatrów

Coraz częściej dostrzegany jest problem czytania bez zrozumienia tekstu. Niestety, rzadziej zauważa się problem pisania bez zrozumienia, którego przykładem niektóre publikacje na temat reformy systemu ochrony zdrowia.

Historia zna wielu lekarzy, którzy wpisali się do niej swoimi dziełami literackimi. Obecnie rozpisali nam się pediatrzy i interniści, którzy publikują liczne teksty. Jednak, poza poprawną składnią, niewiele mają one wspólnego z literatura piękną. Nawet do literatury faktu nie można ich zaliczyć. Na przykład pediatrzy i interniści piszą, że ministerialne wprowadzenie ich do podstawowej opieki zdrowotnej, cudownie uleczy system ochrony zdrowia z kolejkowego tasiemca… Autorzy sięgają do wzorców dramatu: jest „dobry” (minister zdrowia), jest „zły” (lekarze rodzinni) i jest „ofiara” (czyli oni - interniści i pediatrzy, których „zły” nie chce wpuścić na swe podwórko). Niestety, wśród dramatis personae brakuje pacjentów – w tych sztukach i sztuczkach chorzy stanowią tylko element scenografii.

Tu nakładają się na siebie dwa wspomniane we wstępie problemy dysleksji – czytania i pisania ze zrozumieniem. Sięgnijmy zatem do słynnych lekarzy – literatów. Może tym razem, wspierając się ich cytatami, uda się wyjaśnić ministrowi oraz internistom i pediatrom  w czym się mylą.

Zacznijmy od lekarza - Antoniego Czechowa.

Napisał: „Boże, nie daj mi osądzać tego lub mówić o tym, czego nie wiem i nie rozumiem”. Czyżby Minister zdrowia oraz wspomniani specjaliści nie wiedzieli, że w poz pracują już interniści i pediatrzy, tyle, że w większości posiadający specjalizację lekarzy rodzinnych? Bo na pewno nie rozumieją, że lekarz rodzinny obejmuje swoją opieką całą rodzinę, a nie tylko niektórych jej członków, ma możliwość holistycznego spojrzenia na pacjenta, jego problemy, otoczenie i środowisko… Że zapewnia opiekę zarówno w chorobie, jak i w zdrowiu. I właśnie na tym polega jego specjalizacja.

Nie trzeba być Sherlockiem Holmes’em…

Być może niektórzy pacjenci, a zwłaszcza rodzice chorych dzieci, dadzą się oszukać, że wprowadzenie do poz przyzwyczajonych do szpitalnej pragmatyki internistów i pediatrów zapewni im szybszą i lepszą opiekę. Jednak lekarz - Arthur Conan Doyle podkreślał: „Podstawowym błędem jest podawanie teorii, zanim uzyska się dane. Niepostrzeżenie zaczyna się dostosowywać fakty, by zgadzały się z teoriami, zamiast próbować stworzyć teorię, która byłaby zgodna z faktami”. W Unii Europejskiej od dawna zrozumiano, że sprawnie działająca podstawowa opieka zdrowotna, oparta na lekarzu rodzinnym i jego wszechstronnym podejściu do problemów pacjenta oraz szerokim zakresie kompetencji, to najbardziej efektywny sposób organizacji i finansowania systemu opieki zdrowotnej. Daje możliwość ograniczenia kolejek oraz poprawienia dostępu do opieki specjalistycznej i szpitalnej tym pacjentom, którzy tego potrzebują.

Przy okazji pojawia się, tak ważny w literaturze detektywistycznej, wątek nieprzestrzegania prawa. W 2007 roku, dostosowując definicję lekarza poz do zapisów dyrektywy Parlamentu Europejskiego (2005/36/WE), w trybie pilnym znowelizowana została ustawa o finansowaniu świadczeń opieki zdrowotnej ze środków publicznych. Zgodnie z treścią tej dyrektywy każde Państwo Członkowskie (z zastrzeżeniem przepisów dotyczących ochrony praw nabytych), uzależnia wykonywanie zawodu lekarza ogólnego w ramach własnego systemu ubezpieczeń od posiadania dokumentu potwierdzającego kwalifikacje w postaci dyplomu lekarza specjalisty medycyny rodzinnej. Lekarze, którzy nie mają takiego dyplomu, a przed zmianą zapisów ustawy pracowali w poz 10 lat, z mocy ustawy nabyli uprawnienia. Pozostali, do 2017 roku muszą zostać specjalistami - lekarzami rodzinnymi.

- Tymczasem Bartosz Arłukowicz postanowił umożliwić pracę w poz pediatrom i internistom, łamiąc przy tym podpisane przed kilku laty zobowiązania wobec Unii Europejskiej – komentowała ostatnio w mediach Joanna Zabielska-Cieciuch, ekspert Porozumienia Zielonogórskiego. – Bawi się w dobrego wujaszka wobec pediatrów i internistów nie posiadających uprawnień i doświadczeń lekarzy rodzinnych. Jest to manipulacja mająca na celu przekonać pacjentów że system opieki zdrowotnej ulega poprawie a faktycznie ma skłócić lekarzy. Bez względu na skutki.

Warto dodać, że do niedawna w skład podkomisji sejmowej, mającej rozpatrywać przyszłość poz wchodziły osoby, które praktycznie zajmują się medycyną rodzinną. Oprócz specjalizacji z medycyny rodzinnej, która jest specjalnością wykonywaną, posiadały również specjalizację z pediatrii lub interny, co wydawałoby się czynić je osobami kompetentnymi.

Niestety, na początku grudnia ub. roku z niewiadomych przyczyn, z udziału w pracach tej podkomisji musiały zrezygnować trzy posłanki PO, które związane były z medycyną rodzinną. Zastąpili je posłowie: pediatra kierujący oddziałem szpitalnym, ginekolog – położnik i dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego) – z poz nie mający nic wspólnego.

O co w tym chodzi? Nawet niezbyt błyskotliwy doktor Watson mógłby się domyślić…

5 słów lekarza - Friedricha Schillera

Autor tekstu Hymnu Unii Europejskiej pozostawił po sobie myśl: „Szaleństwo trwa krótko, żal długo”.

W grudniu premier pogroził Bartoszowi Arłukowiczowi, że jeśli ten nie naprawi sytuacji w swoim resorcie, to zabierze mu aktówkę ministra zdrowia. W związku z tym minister obiecuje co się da.

W jednym wywiadzie dla mediów (PAP 08-02-2014), potrafi zapewniać: „POZ musi stanowić filar i podstawę całego systemu ochrony zdrowia. Zależy mi na tym, żeby każdy pacjent znał swojego lekarza rodzinnego, żeby był z nim w kontakcie. (…) System finansowania POZ wymaga zmian. Chcemy zaproponować rozwiązania, które będą motywowały lekarzy rodzinnych do poszerzania diagnostyki, zapraszania do siebie nowych pacjentów i obejmowania opieką całych rodzin. Przygotowujemy dodatkowy systemem motywacyjny, ale o szczegółach będę informował już po zakończeniu prac”. Ale w tym samym wywiadzie, na zasadzie „jestem za a nawet przeciw”, twierdzi: „Przygotowaliśmy także projekt ustawy, która umożliwia lekarzom internistom i pediatrom zakładanie placówek POZ. W parlamencie trwa burzliwa dyskusja nad tym projektem. Jestem zdeterminowany, by wprowadzić go w życie. Rodzice powinni mieć możliwość wyboru: czy ich dziećmi mają zajmować się pediatrzy, czy lekarze rodzinni”.

Obie wypowiedzi wskazują na brak zrozumienia istoty problemu. Brak zrozumienia, który może przynieść smutne skutki zarówno dla lekarzy rodzinnych, jak i substytutywnie potraktowanych internistów i pediatrów. A najsmutniejsze dla zawiedzionych pacjentów.

To nie żarty

Qui pro quo - nieporozumienie wynikające z wzięcia kogoś za inną osobę lub niezrozumienia czyichś słów, jest częstym chwytem scenariuszowym komedii i spektakli kabaretowych. Jednak lekarz - Tadeusz Boy-Żeleński, w swoiście satyryczny sposób przestrzegał: „Życie ludzkie na pozór to zwykły kawał, lecz on nie jest tak prosty, jak by się zdawał”.

Zaproponowane przez ministra zdrowia rozwiązanie skrócenia kolejek miało być proste jak drut. Tyle, ze to drut kolczasty…

Stanowisko gremiów lekarzy rodzinnych, w tym Porozumienia Zielonogórskiego i Kolegium Lekarzy Rodzinnych jest zbliżone. Specjalizacja z interny lub pediatrii szkoli lekarzy do pracy w warunkach oddziału szpitalnego. Tymczasem specyfika pracy w poradni podstawowej opieki zdrowotnej jest zupełnie inna, niż w szpitalu… Takim samym nieporozumieniem jest przeniesienie pediatrów i internistów do poradni podstawowej opieki zdrowotnej, jakim byłoby przeniesienie, bez odpowiedniego przygotowania, lekarzy rodzinnych na oddział wewnętrzny lub dziecięcy. Argument ten jest wielokrotnie powtarzany przez lekarzy poz. Jak widać nie dość często, by ci, którzy powinni go zrozumieć wykazali się percepcją.

Skuteczna terapia dysleksji polega na skoncentrowaniu na nauce czytania – przede wszystkim na poprawie umiejętności dekodowania nieznanych wyrazów i rozpoznawania znanych… Czasami także obejmująca pracę nad rozumieniem tekstów. Dlatego zwolennikom wprowadzania internistów i pediatrów nieposiadających specjalizacji lekarza rodzinnego, warto polecić codzienną lekturę powyższego fragmentu niniejszego tekstu.

Jak skomentowałby to lekarz - Franciszek Rabelais?

Najdelikatniej stwierdziłby: „Spuście kurtynę, farsa skończona”… Tyle, że to jeszcze nie koniec absurdalnego sporu, którego efekt, w przypadku nieprzemyślanej determinacji ministra zdrowia, spowoduje chaos w podstawowej opiece zdrowotnej.

Spełniając przedwyborcze oczekiwania samorządowców ministerstwo zdrowia chce postawić na medycynę naprawczą i wąską specjalizację (bo wyborcy mogą być niezadowoleni). Po zapowiadanej zmianie tylko szaleńcy zdecydują się na specjalizację z medycyny rodzinnej, ponieważ w ten sposób zawężą swoje działania tylko do POZ, a gdy skończą pediatrię lub internę - to będą mogli pracować także na oddziałach szpitalnych.  W ten sposób medycyna rodzinna zostanie doprowadzona do upadku.
I choć może obecni rządzący przeczuwają, że problem ten, w 2017 roku, spadnie na ich przeciwników politycznych, to tak krótkiemu myśleniu należy się sprzeciwiać.

W tej sytuacji, lepiej sięgnąć po ocenę lekarza - Janusza Korczaka: „Żyjemy pospiesznie, niedbale, powierzchownie, partacko”. Powinna ona skłonić do głębszych refleksji tych, którzy wierzą, że opisana, pospiesznie przeprowadzana, niedbała i powierzchowna pseudo-reforma odniesie pozytywny skutek.

(***)

 

 

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

 

Biuro Federacji 22.01.2014

 

Szanowny Pan

Profesor Rafał Niżankowski

 

Panie Profesorze,

W nawiązaniu do Pańskiej publikacji na portalu „Rynek Zdrowia” z dnia 20 stycznia 2014 roku, skreślam kilka słów komentarza dla przedstawionych tam stwierdzeń.

W większości zgadzam się z treścią artykułu. Rola lekarza rodzinnego w systemie ochrony zdrowia w Polsce jest niedoceniana i zatrzymanie rozwoju tej specjalizacji w naszym kraju, to strata dla nas wszystkich. Nowe pomysły władzy na wprowadzenie do systemu podstawowej opieki zdrowotnej internistów i pediatrów, to nieporozumienie i krok w złym kierunku.

Nie mogę jednak zgodzić się z tezą, że Porozumienie Zielonogórskie jest w jakimkolwiek stopniu odpowiedzialne za pomniejszenie roli lekarza rodzinnego. Trochę historii:

Pragnę przypomnieć, że działania ograniczające rzeczywiste realizowanie kompetencji lekarzy rodzinnych datują się dużo wcześniej od powstania i dalszej aktywności Federacji Związków Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie.

Przecież kompetencje w zakresie położnictwa i ginekologii przestały być wykorzystywane już od roku 1999, w czasie gdy funkcjonował system Kas Chorych. Nawet tam gdzie wprowadzono fundusz powierzony (fundholding), wyjęto spod niego opiekę nad kobietami w ciąży i ginekologię. Pozostał jedynie wcześniej zakupiony w tym celu sprzęt, który dziś do niczego się nie przydaje. Wkrótce do tego segmentu dołączyły dalsze… Podkreślam, że Porozumienie Zielonogórskie w tych decyzjach nie uczestniczyło, ani nie przyczyniło się do nich, ponieważ w tym czasie jeszcze nie istniało.

Federacja PZ została zarejestrowana dopiero w kwietniu 2004 roku, a powodem jej powstania było odejście decydentów od pierwotnie zakładanych kierunków rozwoju podstawowej opieki zdrowotnej. Przede wszystkim nowo powstały Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował projekt zarządzenia w sprawie warunków realizacji umów w zakresie poz, który zobowiązywał podpisujących kontrakt do pełnienia opieki całodobowej nad ich pacjentami. Jednocześnie nie przewidziano środków finansowych na wynagrodzenia za te dodatkowe obowiązki. Tylko solidarny protest środowiska lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej zapobiegł wdrożeniu tego nieprzemyślanego projektu w życie.

Tu przejdę do Pańskiego stwierdzenia, z którym nie mogę się zgodzić - Federacja Porozumienie Zielonogórskie nie reprezentuje leniów i oportunistów. Taka teza jest krzywdząca dla prawie połowy lekarzy poz reprezentowanych przez organizację, w której większość członków stanowią lekarze rodzinni. Jednak nie wyrażam oburzenia z powodu takiej opinii, gdyż usprawiedliwiam ją niedostateczną wiedzą na temat naszej działalności, lub brakiem czasu by ją zanalizować.

Dlatego wyjaśnię, że jako związki pracodawców reprezentujemy tych organizatorów opieki zdrowotnej w Polsce, którzy prowadzą samodzielnie podmioty lecznicze - w tym praktyki lekarzy rodzinnych. Do tego, aby utrzymać należytą jakość udzielanych przez nas świadczeń, konieczne jest zapewnienie odpowiednich warunków. Niestety, decydenci systemu ochrony zdrowia często o tym zapominają, z zapałem przedkładając nieprzemyślane i pozorne oszczędności nad dobro pacjenta.

Wielokrotnie wskazywaliśmy, że jedynym właściwym kierunkiem rozwijania systemu opieki zdrowotnej jest dofinansowanie poz i zapewnienie właściwej roli lekarza rodzinnego z wykorzystaniem jego szerokich kompetencji, które podkreślił Pan w Swej publikacji. Nasze argumenty od kilku lat nie spotykają się jednak ze zrozumieniem publicznego płatnika. Efekty takiej polityki widzimy obecnie choćby w postaci niewydolnej opieki specjalistycznej, o czym Pan także w Swym tekście napisał.

Nie chodzi nam zatem o to, aby nie pracować lub unikać odpowiedzialności. Celem naszego działania jest zapewnienie naszym lekarzom właściwych warunków dla wypełniania przez nich ich misji. Płatnik publiczny, wskazując nowe obowiązki dla poz, musi wskazać także źródła ich finansowania lub zapewnić niezbędne środki w swoim planie finansowym.

Nasze spory z NFZ i Ministerstwem Zdrowia oraz głośne protesty dotyczyły i dotyczą tych właśnie kwestii. Działamy z głębokim przekonaniem, że właśnie w ten sposób najlepiej opiekujemy się naszymi pacjentami a zapewniając im świadczenia na najlepszym możliwym poziomie pozostajemy w stałym sporze z płatnikiem publicznym. Jesteśmy przekonani, że osoba tak zasłużona dla środowiska lekarzy rodzinnych, jak Pan podzieli naszą opinię, iż NFZ przeznacza zbyt małe kwoty na finansowanie poz - parytet środków na ten segment ochrony zdrowia w jego planie finansowym oscyluje pomiędzy 11-13%, a powinien wynosić nie mniej niż 20%.

 

Panie Profesorze,

Z nadzieją, że te wyjaśnienia zmienią lansowany przez decydentów stereotyp myślenia, który przejawił Pan wskazując na Porozumienie Zielonogórskie jako bastion konserwatyzmu - nadal pozostaję z wyrazami szacunku.

 

Jacek Krajewski

Prezes Zarządu Federacji Porozumienie Zielonogórskie

 

 

 

 

Biuro Federacji PZ 03.01.2014

 

Medyczne przełomy 2013

Redakcja Portali Medycznych opublikowała listę 10 wydarzeń, które w 2013 roku zmieniły polską medycynę i ochronę zdrowia. Do takich przełomowych działań zaliczona została inicjatywa legislacyjna lekarzy rodzinnych zrzeszonych w Federacji Porozumienie Zielonogórskie, którzy złożyli do Marszałka Sejmu własny projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej. Najważniejszą zmianą aktualnych przepisów, którą proponuje PZ, to przyjęcie zasady, by refundacja leku zależała wyłącznie od decyzji lekarzy, a wskazania refundacyjne leków uwarunkowane były stanem klinicznym pacjenta i wiedzą lekarską, a nie obwieszczeniem wydawanym przez urzędników MZ.

W przewidzianym terminie pod projektem podpisała się wymagana prawem liczba 100 tys. osób - lekarzy PZ wsparło 150 tys. polskich pacjentów i pracowników systemu ochrony zdrowia. Projekt zostanie skierowany do pierwszego czytania w Sejmie.

***

Pełna lista przełomowych wydarzeń 2013 roku w polskiej medycynie i ochronie zdrowia na: wwwportalemedyczne.pl

http://portalemedyczne.pl/379/2213/10-wydarzen-ktore-zmienily-polska-medycyne-i-ochr/

 

 

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

 

Biuro Federacji PZ 12.12.2013

 

Co dalej z poz?


- Bartosz Arłukowicz wykazuje wolę wzmacniania i rozwoju podstawowej opieki zdrowotnej, co dobrze wróży na przyszłość – mówi Jacek Krajewski prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

W  środę 11 grudnia Minister Zdrowia spotkał się  z przedstawicielami Zarządu Federacji Porozumienie Zielonogórskie. To już kolejne spotkanie ministra z lekarzami rodzinnymi zrzeszonymi w tej organizacji.

- Minister ponownie zadeklarował gotowość do dalszej pracy nad należytym miejscem POZ w całym systemie ochrony zdrowia w Polsce. Z pewnością kwestię postulowanych zmian będziemy mogli omówić z nim podczas konferencji PZ za dwa miesiące – dodaje Wojciech Pacholicki, wiceprezes zarządu, który uczestniczył w rozmowach.

Biuro Federacji PZ 11.12.2013

 

KORZYSTAJMY Z MĄDROŚCI


Arabskie przysłowie głosi: „Mędrzec nie mówi wszystkiego, co wie. Głupiec nie wie, co mówi.”

 

Podczas obrad Sejmu Pan Minister Radziewicz-Winnicki stwierdził , że przyczyną tak dużej liczby przypadków zaćmy jest fakt… że lekarze rodzinni nie podejmują działań w kierunku wczesnego jej wykrywania. Trudno odmówić racji Panu Ministrowi. Należy tu wspomnieć , że lekarze podstawowej opieki zdrowotnej nie wszczepiają również stentów do tętnic wieńcowych i nie operują tętniaków mózgu . Prawdą jest, że lekarze rodzinni mają kompetencje najszersze ze wszystkich specjalistów, ale i one mają swoje granice.

 

Jeden z dyrektorów Oddziału Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia, z wykształcenia ekonomista, wypowiedział się, że lekarze rodzinni są czynnikiem sprawczym gruźlicy w województwie. Studenci medycyny uczeni są, że gruźlicę powoduje prątek Kocha, a nie lekarz rodzinny. Ale ekonomiście można wybaczyć niewiedzę w tym zakresie.

 

Prawdziwego problemu nie stanowi niedostatek wiedzy, ale ignorancja własnych braków.

 

Kipling napisał: „Jeżeli ktoś nie wie i wie, że nie wie, jest uczniem. Naucz go. Jeżeli ktoś nie wie i nie wie, że nie wie, jest niebezpieczny. Musisz go unikać.”

 

Niestety. O ile z Panem Ministrem można się nie spotykać, to trudniej będzie uniknąć skutków jego ignorancji. A mogą być niebezpieczne.

 

Małgorzata Stokowska-Wojda.

 

 

Biuro Federacji PZ 28.11.2013

 

eWUŚ nie pozbawi nas lekarza rodzinnego


Dobra wiadomość dla milionów pacjentów: nie zostaną pozbawieni opieki swojego lekarza rodzinnego w 2014 r.


Wczoraj (27.11.2013 r. ) wieczorem ukazało się zarządzenie prezes NFZ Agnieszki Pachciarz w sprawie zawierania i realizacji umów w podstawowej opiece zdrowotnej. System eWUŚ (elektronicznej Weryfikacji Uprawnień Świadczeniobiorców), nadal wykazujący wiele błędnych danych, przez najbliższy rok nie będzie podstawą do skreślania z list pacjentów, którzy wyświetlają się na czerwono - jako osoby z niepotwierdzonym prawem do korzystania z bezpłatnych usług zdrowotnych.


Od stycznia 2014 roku Fundusz chciał usunąć z list lekarzy rodzinnych ponad 3 miliony rzekomo nieubezpieczonych Polaków. Porozumienie Zielonogórskie wykazało wiele sytuacji kiedy pacjent traci ubezpieczenie pomimo posiadania uprawnień do świadczeń oraz liczne dowody ukazujące błędne informacje podawane przez eWUŚ. Mimo to, NFZ upierał się przy wprowadzeniu go do weryfikacji deklaracji już od 1 stycznia. Dopiero zdecydowana zapowiedź niepodpisywania kontraktów na 2014 rok przez świadczeniodawców poz, spowodowała odroczenie o kolejny rok terminu usuwania z list pacjentów „czerwonych”.


Oburzenie lekarzy rodzinnych budziła także propozycja usunięcia z obowiązujących przepisów definicji porady, będącej kompromisem wypracowanym przez Federację oraz MZ i NFZ po spotkaniu z Premierem w grudniu 2010 roku. Proponowana przez NFZ zmiana w praktyce spowodowałaby to, że pacjenci, by dostać receptę na kończący się lek, musieliby zawsze zgłaszać się po recepty osobiście lub wzywać lekarza na wizytę domową.


To również zostało zmienione.


- Zmiany jakie proponował NFZ były destrukcyjne – mówi Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego. – Postawa władz NFZ wobec lekarzy rodzinnych, na których opiera się system ochrony zdrowia w „cywilizowanych” krajach, mogła spowodować zdziesiątkowanie liczby istniejących placówek poz. – Tylko dzięki interwencji Ministerstwa Zdrowia, które wreszcie dostrzegło sygnalizowane przez nas zagrożenie, kilka milionów Polaków nie zostanie pozbawionych bezpłatnej podstawowej opieki zdrowotnej.


Zdaniem Jacka Krajewskiego, zarządzenie prezes NFZ na 2014 rok jest w wielu miejscach niedopracowane, ale miesiąc powinien wystarczyć urzędnikom NFZ na wprowadzenie poprawek. 1 grudnia odbędzie się Nadzwyczajne Zebranie Federacji PZ w tej sprawie.


Prezes Porozumienia Zielonogórskiego liczy również, że jak najszybciej rozpoczną się prace nad nowym modelem działania podstawowej opieki zdrowotnej, która wymaga dokonania zmian w zakresie oferowanych przez lekarzy rodzinnych usług oraz zasad ich finansowania.

(***)

 

 

Biuro Federacji PZ 14.11.2013

Lekarz rodzinny czy pediatra?

Czyli, jak skłócić lekarzy i zniszczyć POZ?

 

Od kilku miesięcy Ministerstwo Zdrowia szykuje rewolucje w ochronie zdrowia. Kolejny ruch Bartosza Arłukowicza może cofnąć o 15 lat podstawową opiekę zdrowotną i pozbawić chętnych na specjalizację z medycyny rodzinnej. Będzie to miało katastrofalne skutki.

 

Chodzi o projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, który został skierowany przez Sejm do dalszych prac w komisji zdrowia.

 

Zmiany dotyczą m.in. wprowadzenia do POZ lekarzy pediatrów i internistów. W rzeczywistości ci specjaliści od lat już tam pracują.

- Przypomnijmy, że lekarze rodzinni, to w większości pediatrzy i interniści z dodatkową specjalnością z medycyny rodzinnej – mówi Joanna Szeląg z Kolegium Lekarzy Rodzinnych. - Co więc ma się zmienić? Tylko to, że po tej kosmetycznej zmianie pediatrzy będą mogli prowadzić swoje praktyki w ramach POZ, co ma rzekomo poprawić opiekę m.in. nad dziećmi. Wykorzystanie doświadczenia i wiedzy lekarzy rodzinnych, którzy cały czas kształcą się i zdobywają nowe umiejętności, niewątpliwie dałoby dużo lepsze efekty niż kosmetyczne zmiany i puste propozycje MZ.

 

Krok wstecz

Na całym świecie podstawowa opieka zdrowotna jest oparta właśnie na medycynie rodzinnej. To lekarz rodzinny leczy całe rodziny mając wiedzę o wszystkich ich członkach.  Od dziadka po wnuka…

 

W Polsce ten model także się sprawdził. Dzięki temu lekarze rodzinni, mając kontakt z całą rodziną, mają na przykład możliwość poznania otoczenia i środowiska dziecka. Opiekując się nieraz trzema pokoleniami rodziny mają możliwość poznania występujących w niej obciążeń chorobami. Widząc zachowania, które nie sprzyjają zdrowiu (palenie tytoniu, otyłość i niewłaściwa dieta), wskazują na nie i starają się je korygować. Łatwiej rozpoznają i reagują również w przypadkach problemów i zagrożeń środowiskowych i społecznych.

 

Opieka lekarza rodzinnego nie ogranicza się jedynie do pomocy w chorobie. To również liczne działania pro zdrowotne i profilaktyczne.

- Dane Państwowego Zakładu Higieny pokazują, jak dobrą (jedną z najlepszych w Europie), mamy wyszczepialność dzieci (na poziomie 95 proc.) – mówi Joanna Szeląg. - Informacje Instytutu Matki i Dziecka pokazują, jak rzetelnie wykonywane są także badania bilansowe. Dbamy o swoich małych pacjentów zarówno w chorobie, jak i, przede wszystkim w zdrowiu, aby jak najdłużej to zdrowie mogli zachować – dodaje.

 

Ministerstwo Zdrowia łamie prawo

- Bartosz Arłukowicz postanawia umożliwić pracę w poz pediatrom i internistom, łamiąc przy tym podpisane przed kilku laty zobowiązania wobec Unii Europejskiej – mówi Joanna Zabielska-Cieciuch ekspert Porozumienia Zielonogórskiego. – Bawi się w dobrego wujaszka wobec pediatrów i internistów nie posiadających uprawnień i doświadczeń lekarzy rodzinnych. Jest to manipulacja mająca na celu przekonać pacjentów że system opieki zdrowotnej ulega poprawie a faktycznie ma skłócić lekarzy. Bez względu na skutki.

 

W 2007 roku, dostosowując definicję lekarza poz do zapisów dyrektywy Parlamentu Europejskiego (2005/36/WE), w trybie pilnym znowelizowana została ustawa o finansowaniu świadczeń opieki zdrowotnej ze środków publicznych. Zgodnie z treścią tej dyrektywy każde Państwo Członkowskie (z zastrzeżeniem przepisów dotyczących ochrony praw nabytych), uzależnia wykonywanie zawodu lekarza ogólnego w ramach własnego systemu ubezpieczeń od posiadania dokumentu potwierdzającego kwalifikacje w postaci dyplomu lekarza specjalisty medycyny rodzinnej. Lekarze, którzy nie mają takiego dyplomu, a przed zmianą zapisów ustawy pracowali w poz 10 lat, z mocy ustawy nabyli uprawnień. Pozostali, do 2017 roku muszą zostać specjalistami - lekarzami rodzinnymi.

 

Zdrowy rozsądek czy chory system?

- Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie czym polska medycyna rodzinna, najmłodsza spośród specjalizacji medycznych i potrzebująca dla swojego rozwoju wsparcia rządzących, zasłużyła na takie traktowanie? – pyta Joanna Zabielska-Cieciuch. – Ale jestem przekonana, że jeśli decydenci zechcą nas wysłuchać i zrozumieć błędy,  to medycyna rodzinna w Polsce będzie miała szanse dorównać tej w cywilizowanych krajach.

 

- Polityka Państwa powinna zmierzać w stronę niedopuszczania do rozwoju chorób, promocji i profilaktyki, czyli tego, czym głównie zajmuje się medycyna rodzinna – mówi Jacek Krajewski, prezes Porozumienia Zielonogórskiego. – Tymczasem ministerstwo zdrowia postawiło na medycynę naprawczą i wąską specjalizację. Po tej zmianie tylko szaleńcy zdecydują się na specjalizację z medycyny rodzinnej, ponieważ w ten sposób zawężą swoje działania tylko do POZ, a gdy skończą pediatrię lub internę - to będą mogli pracować także na oddziałach szpitalnych.  W ten sposób medycyna rodzinna zostanie doprowadzona do upadku. Ale być może obecni rządzący przeczuwają, że problem ten, w 2017 roku, spadnie na ich przeciwników politycznych? A to, że na tej rozgrywce stracą pacjenci?

 

(***)

 

 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 

Biuro Federacji PZ 08.10.2013

 

Dlaczego lekarze rodzinni z Porozumienia Zielonogórskiego nie podpiszą kontraktów z NFZ na rok 2014?

 

Podczas ostatniego posiedzenia (06.10.2013 roku), Zarząd Federacji Związku Pracodawców Ochrony Zdrowia Porozumienie Zielonogórskie podjął uchwałę dotyczącą projektu Zarządzenia Prezesa NFZ w sprawie określania warunków zawierania i realizacji umów o udzielanie świadczeń w rodzaju podstawowa opieka zdrowotna. Zarząd odrzucił możliwość podpisania kontraktów na warunkach forsowanych przez NFZ. Oznacza to, że od 1 stycznia 2014 roku kilkanaście milionów Polaków w 14 województwach pozbawionych zostanie bezpłatnej opieki zdrowotnej świadczonej dotąd przez 13 tysięcy lekarzy rodzinnych zrzeszonych w największej w kraju organizacji pracodawców ochrony zdrowia.

 

Eksperci Porozumienia Zielonogórskiego wskazują na wiele absurdalnych zapisów w tym projekcie a w szczególności podkreślają wciąż pogłębiające się zmniejszanie finansowania świadczeń podstawowej opieki zdrowotnej oraz zawartą w projekcie próbę kolejnego zwiększenia obciążeń biurokratycznych lekarzy i personelu, które w istotny sposób ograniczy dostęp do świadczeń poz.

 

- Wygląda na to, że Agnieszka Pachciarz dociążając nas biurokracją liczy na oszczędności. To przecież zabierze nam czas, więc będziemy przyjmować mniej pacjentów objętych refundacją. W ten sposób NFZ mniej wyda, zaś pretensje chorych skupią się na nas – lekarzach, których starania dotąd były przez pacjentów doceniane. To taki makiawelizm typowy dla wszystkich dotychczasowych szefów NFZ – mówi Jacek Krajewski, prezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

 

W czym problem?

Przed erą elektronicznej weryfikacji uprawnień do świadczeń lekarze i ich pacjenci byli zmęczeni i poirytowani koniecznością potwierdzania ubezpieczenia. Karty ubezpieczenia zdrowotnego o których mówi ustawa z 2004 roku nie zostały wprowadzone i panował w tym zakresie nieopisany bałagan. Pomyłka ze strony lekarza, polegająca na potraktowaniu nieubezpieczonego jako ubezpieczonego, niosła skutki finansowe w postaci zwrotu refundacji leków przepisanych osobie, która okazała się być do tego nieuprawniona oraz dodatkowych kar finansowych. Zapowiedzianą przez NFZ możliwość sprawdzania uprawnień do świadczeń przy pomocy systemu elektronicznego wszyscy przyjęli z ulgą. Słowo „eWUŚ” brzmiało jak zdrobnienie kobiecego imienia (byłej minister zdrowia?) i niosło nadzieję, że jednym kliknięciem zdejmie z pacjenta konieczność pamiętania o aktualnym druku potwierdzającym jego prawa do świadczeń, a lekarza uchroni przed pomyłką i jej konsekwencjami. Wszyscy mieli być zadowoleni. W tym okresie NFZ szacował ilość nieubezpieczonych w Polsce na 1 procent ludności.

 

Dekapitacja

Rzeczywistość okazała się daleka od oczekiwań. System, który miał być przyjazny lekarzom i pacjentom okazał się być katem, który prawo do świadczeń ścina jak gilotyna w trakcie rewolucji francuskiej nie tylko naprawdę nieubezpieczonym, ale również tym, którzy takie uprawnienia posiadają. „Zgilotynowane” przez eWUŚ między innymi są: 1. osoby przebywające na długich zwolnieniach (powyżej 30 dni) oraz przebywające na zasiłkach rehabilitacyjnych; 2. świeżo ubezpieczeni w KRUS (informacja dociera po co najmniej 2 tygodniach, przez ten okres figurują jako nieubezpieczeni); 3. studenci, którzy na wakacjach podjęli dorywczo pracę; 4. matki na urlopach macierzyńskich i wychowawczych; 5. inni, którym w ciągu jednego miesiąca status z ubezpieczonego na nieubezpieczonego zmienia się kilkakrotnie z przyczyn niewiadomych, czyli chaosu spowodowanego m.in. nieopisanym bałaganem w Centralnym Wykazie Ubezpieczonych, z którego informacje czerpie system eWUŚ.

 

NFZ oszczędza kosztem zdrowia pacjentów

 

Według eWUS-ia funkcjonującego w obecnej formie ilość wykazanych przez system nieubezpieczonych wzrosła do 7,5 procent. Są to pacjenci za których w styczniu 2014 roku NFZ nie zamierza zapłacić poradniom poz stawki kapitacyjnej. Tym samym o ok. 7,5 procent zmniejszą się finanse praktyk poz. Niestety jest to dopiero początek planów „oskubania” poz i jej pacjentów.

 

W każdym z następnych miesięcy będą pojawiali się nowi pacjenci przebywający na długich zwolnieniach, studenci pracujący dorywczo, nowe matki na urlopach macierzyńskich itd., za których NFZ nie będzie płacił stawki kapitacyjnej, bo eWUŚ wytnie ich z listy uprawnionych. Poskutkuje to kolejnymi „oszczędnościami”, którymi pochwali się NFZ oraz… zapaścią poz i pozbawieniem niektórych ubezpieczonych dostępu do świadczeń zdrowotnych.

 

- W cywilizowanych krajach istnieje domniemanie niewinności, ktoś komu nie udowodniono winy - nie ponosi mówi Jacek Krajewski. - NFZ jak w systemach totalitarnych stosuje domniemanie winy i osoby, które w wyniku bałaganu w CWU wyświetlą się w eWUS-iu na czerwono są brutalnie pozbawiane prawa do świadczeń zdrowotnych mimo, że w rzeczywistości są legalnie ubezpieczone.

 

Kto straci na wdrożeniu nowych przepisów NFZ?

- Zapaść finansowa poz nie oznacza faktu, że ucierpią na tym tylko lekarze, którzy mniej zarobią – mówi Małgorzta Stokowska- Wojda ekspert Porozumienia Zielonogórskiego. - Takim bowiem argumentem propagandziści NFZ nie raz próbowali przekonywać społeczeństwo o rzekomej pazerności lekarzy.

 

Jak tłumaczy Stokowska kapitacyjne finansowanie poz oznacza, że przychodnia otrzymuje stawkę kapitacyjną za wszystkich zapisanych w niej pacjentów. Dzięki temu, że poradnia opiekuje się młodymi zdrowymi ludźmi, są pieniądze na diagnostykę i leczenie pacjentów ciężko chorych - „kosztochłonnych”.

 

Tymczasem, od 2008 roku, mimo wzrostu kosztów utrzymania poradni, stawka kapitacyjna w poz nie wzrosła ani o grosz, a realnie zmalała. Zmniejszenie nakładów na poz w styczniu 2014 i w kolejnych miesiącach roku będzie skutkowało rosnącym brakiem środków na właściwą opiekę nad pacjentami. Biorąc pod uwagę fakt, że stawka kapitacyjna jaką NFZ przewidział na usługi lekarskie na rok dla statystycznego pacjenta wynosi 96 zł, a oprócz diagnostyki, która często jest kosztowna, musi również wystarczyć na utrzymanie przychodni (czynsz, ogrzewanie, energię elektryczną, koszty zatrudnienia personelu, leki, środki czystości, sprzęt medyczny itd.).

 

- Jest więc oczywiste, że projekt prezes Pachciarz, któremu sprzeciwiają się lekarze rodzinni z Porozumienia Zielonogórskiego, prowadzi do zapaści podstawowej opieki zdrowotnej i stwarza zagrożenie pozbawienia pacjentów konstytucyjnych gwarancji sytemu ochrony zdrowia – mówi Jacek Krajewski.

 

Groźne pomysły prezes NFZ

- Redukcja finansowania to nie jedyny przejaw „kreatywności” w projekcie zarządzenia Agnieszki Pachciarz – mówi Małgorzata Stokowska-Wojda. - Zawiera on miedzy innymi standardy medyczne, do których wyznaczania NFZ nie jest instytucją właściwą, zwłaszcza, że są one niezgodne z obowiązującą wiedzą medyczną i wytycznymi towarzystw lekarskich.

 

Kolejny problem stanowi zmiana definicji porady. W świetle tej nowej, nie będzie np. możliwości uzyskania recepty kontynuującej leczenie czy zlecenia na pieluchomajtki bez osobistego stawiennictwa pacjenta. Szczególnie dotknie to przewlekle chore osoby leżące. Do tej pory możliwa była praktyka polegająca na tym, że do lekarza zgłaszał się upoważniony przez takiego pacjenta członek jego rodziny z zapisami ciśnienia tętniczego krwi wykonywanymi regularnie w domu a lekarz po ocenie wyrównania choroby mógł wypisać receptę zapewniającą kontynuację skutecznego leczenia. Projekt zarządzenia nie przewiduje takiej możliwości. W nowej rzeczywistości pomiary domowe ciśnienia będzie można sprawdzić wyłącznie podczas osobistego kontaktu lekarza z pacjentem i dopiero wtedy wypisać receptę lub zlecenie na pieluchomajtki. Żadne względy medyczne nie uzasadniają stawiska NFZ w tym względzie, a jedynym powodem takich zmian wydaje się być chęć utrudnienie życia zarówno lekarzom jak i pacjentom.

 

Osobny problem stanowi spotęgowanie biurokracji. Teraz biurokracja zajmuje dużo czasu, ale pani prezes planuje powiększyć ją np. o konieczność wypełniania do badania profilaktycznego ankiety, która ma format trzech stron A-4 zapisanych drobnym drukiem. Oznacza to, że lekarze będą mieli mniej czasu dla pacjentów a w związku z nieprzemyślanymi decyzjami kolejki będą nie tylko do poradni specjalistycznych.

 

- Dekapitacyjny projekt zarządzenia Prezes NFZ jest koszmarem, który pozbawia bezpieczeństwa lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i ich pacjentów. Wygląda na to, że jego autorzy pierwsi stracili głowę – twierdzi Małgorzata Stokowska-Wojda.

 

(***)

 

 

Biuro Federacji PZ 07.10.2013

 

Uchwała Zarządu Federacji z dnia 06.10.2013 r. o przyjęciu stanowiska do projektu Zarządzenia Prezesa NFZ w sprawie określania warunków zwierania i realizacji umów o udzielanie świadczeń w rodzaju podstawowa opieka zdrowotna.

Zarząd Federacji oświadcza, iż nie akceptuje projektu Zarządzenia Prezesa NFZ w sprawie określan

Strefa członkowska


Komunikat dla lekarzy dotyczący nowelizacji rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie recept lekarskich wprowadzającej receptę transgraniczną
Więcej na stronie kodowanej.


Rodzinni pytają, wiceminister zapewnia

Gośćmi dzisiejszego posiedzenia zarządu Federacji był Piotr Warczyński, wiceminister zdrowia oraz...

czytaj więcej

XVIII Krajowy Zjazd Lekarzy Rodzinnych

Koleżanki i Koledzy,  Zapraszamy do najpiękniejszego miejsca w Polsce - do Rajgrodu

czytaj więcej