Nowe rozdanie w POZ: profilaktyka i koordynacja, które mają skalę. Czas na stabilne wyceny

Weźmy dwie sytuacje z gabinetu POZ. 42-letni mężczyzna po zatrzymaniu krążenia dowiaduje się, że przyczyną zawału była genetycznie uwarunkowana lipoproteina(a), niewidoczna w codziennym funkcjonowaniu. 53-latek przyjeżdża na święta do rodzinnej miejscowości, robi badania „dla świętego spokoju” i dzięki wizycie podsumowującej szybko trafia na ścieżkę leczenia raka stercza.

Te historie łączy jedno: w POZ pojawiły się narzędzia, które pozwalają wyłapać ryzyko wcześniej i poprowadzić pacjenta dalej. Program „Moje Zdrowie” oraz opieka koordynowana zaczęły działać w skali, której wcześniej po prostu nie było. W 2026 roku kluczowe pytanie brzmi nie czy je utrzymać, ale jak zapewnić im stabilne warunki rozwoju, w tym adekwatne wyceny świadczeń.

„Moje Zdrowie”: prosty start, konkretna rozmowa, plan na lata

Program „Moje Zdrowie” otwiera pacjentowi drzwi do profilaktyki bez zbędnych barier. Zaczyna się od ankiety, następnie wykonywane są badania, a całość kończy wizyta podsumowująca z indywidualnym planem zdrowotnym. To właśnie ta wizyta ma największe znaczenie. Wyniki przestają być tabelą liczb, stają się punktem wyjścia do decyzji i realnych zmian.

Marek Augustyn, zastępca prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, podczas publicznych wystąpień w ostatnich tygodniach wskazywał, że od startu programu „Moje Zdrowie” do końca 2025 roku wypełniono około 2 milionów ankiet. Podkreślał, że mamy do czynienia z narzędziem o dużym potencjale populacyjnym.

Z kolei Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, mówił o około 2,7 mln wypełnionych ankiet oraz około 1,5 mln osób, które przeszły etap badań. Zaznaczał, że to pierwszy powszechny program profilaktyczny dla dorosłych o tak dużej dynamice. W 2026 roku celem resortu będzie jego dalsze wzmacnianie i zwiększanie zasięgu.

Te liczby pokazują, że obywatele są gotowi korzystać z profilaktyki, jeśli otrzymują jasną informację, jak z niej skorzystać i jakie daje korzyści. Tego typu program wymaga jednak stabilnego finansowania. Jego efekty kliniczne i ekonomiczne w pełni ujawnią się w dłuższej perspektywie. To inwestycja w zdrowie populacji, a nie projekt rozliczany w jednym roku budżetowym.

Małgorzata Stokowska, specjalistka medycyny rodzinnej, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie, wskazuje na przykłady ze swojej praktyki: „Mój 42-letni pacjent nie miał klasycznych czynników ryzyka. Dopiero oznaczenie lipoproteiny(a) pokazało, że jego ryzyko sercowo-naczyniowe jest skrajnie wysokie. Dziś, dzięki programowi Moje Zdrowie, możemy takie osoby wykrywać wcześniej, zanim dojdzie do zawału. Zyskujemy czas. A w medycynie czas często oznacza życie.”

Inny przypadek z gabinetu dotyczył 53-letniego mężczyzny, który przyjechał do rodzinnej miejscowości na święta. Czuł się dobrze, badania uważał za zbędne. Namówiła go żona. Wypełnił ankietę, wykonał badania i przyszedł na wizytę podsumowującą. Wtedy pojawiło się poważne podejrzenie raka stercza. Nie wrócił do pracy za granicą, diagnostyka ruszyła natychmiast, leczenie również. Kilka miesięcy zwłoki mogłoby radykalnie zmienić rokowanie.

„Coraz częściej widzimy pacjentów, którzy przychodzą przekonani, że są zdrowi, a wychodzą z rozpoznaniem i planem postępowania. To moment, w którym możemy realnie zmienić ich przyszłość zdrowotną” – przekonuje ekspertka.

Takie sytuacje powtarzają się w tysiącach gabinetów w całej Polsce. To dowód, że program działa nie tylko na poziomie statystyk, ale w codziennej praktyce.

Opieka koordynowana: pacjent przestaje krążyć, zaczyna być prowadzony

„Moje Zdrowie” często jest początkiem. Wyciąga na powierzchnię ryzyko i pierwsze rozpoznania. Dalej potrzebna jest ciągłość leczenia i prowadzenia pacjenta. Temu służy opieka koordynowana.

Jak mówi Tomasz Zieliński, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie: „Coraz częściej pacjenci pytają o opiekę koordynowaną już przy zapisywaniu się do przychodni. To znak, że model stał się rozpoznawalny i kojarzy się z realną korzyścią.”

Koordynacja oznacza więcej niż dostęp do dodatkowych badań. To częstszy kontakt, porady edukacyjne, monitorowanie efektów leczenia i realne włączenie pacjenta w proces terapeutyczny. Częstsze wizyty budują zaufanie i poprawiają adherencję, czyli przestrzeganie zaleceń. W efekcie pacjent z cukrzycą regularnie przynosi pomiary, osoba z nadciśnieniem systematycznie kontroluje ciśnienie, a ktoś z otyłością pracuje nad zmianą stylu życia według ustalonego planu.

Wczesne wykrycie nadciśnienia, stanu przedcukrzycowego czy POChP oznacza mniej powikłań
i mniej hospitalizacji w kolejnych latach.

Stabilne wyceny to warunek trwałej zmiany

W 2026 roku wraz z kontraktowaniem świadczeń wróci temat wycen. Warto ustawić go właściwie – nie jako spór o dodatkowe środki, lecz jako rozmowę o tym, czy państwo chce utrzymać tempo zmian, które już przynoszą efekty.

Największą wartością tych programów jest to, że pozwalają dotrzeć do pacjenta, który wcześniej nie miał powodu przyjść do lekarza. Dają przestrzeń na rozmowę o stylu życia, o ryzyku onkologicznym, o zdrowiu psychicznym czy uzależnieniach. Tworzą plan zdrowotny na lata, a nie jednorazową interwencję, oraz umożliwiają płynne przejście od profilaktyki do dalszego prowadzenia w ramach opieki koordynowanej. Jednocześnie wyrównują dostęp do badań i optymalnej opieki w całej Polsce, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Ten kierunek ma sens tylko wtedy, gdy jest realizowany konsekwentnie. Stabilne wyceny i przewidywalne zasady finansowania decydują o tym, czy „Moje Zdrowie” i opieka koordynowana będą rozwijane równomiernie w całym kraju, czy staną się rozwiązaniami zależnymi od lokalnych możliwości.

Podstawowa opieka zdrowotna w 2026 roku nie startuje od zera. Ma programy, które osiągnęły dużą skalę i przynoszą pacjentom konkretne korzyści. NFZ mówi o milionach ankiet i realnym potencjale populacyjnym. Ministerstwo Zdrowia zapowiada dalsze wzmacnianie i zwiększanie zasięgu programu.

„Z perspektywy systemu najważniejsze jest dziś utrzymanie tego kierunku. Chodzi o to, aby więcej osób dowiedziało się o swoim ryzyku, zanim trafi na SOR, a po wykryciu problemu nie zostawało samo z wynikiem badań, lecz miało zapewnione dalsze prowadzenie. Jeśli chcemy, by tak wyglądała opieka w całej Polsce, potrzebne są stabilne wyceny i rozwiązania systemowe, które pozwolą POZ realizować tę pracę w sposób ciągły i przewidywalny” – podsumowuje Tomasz Zieliński.