Prezes Porozumienia Zielonogórskiego, Jacek Krajewski o sytuacji pandemicznej w kraju

Maleje liczba wykrywanych przypadków zakażeń COVID-19. Maleje też liczba wykonywanych testów. W jakim punkcie tej pandemii jesteśmy?

Myślę, że jesteśmy pod koniec drugiej fali i że epidemia przygasa. Niezależnie od tego, jak określamy jej nasilenie, to ewidentnie zmniejsza się liczba nowych zakażonych. Liczba wykonywanych testów z perspektywy naszych gabinetów, wynika z mniejszej liczby pacjentów! Trudno mi zdiagnozować przyczynę, którą może być mniejsza liczba infekcji, ale też jak twierdzi część ekspertów, ludzie unikają wizyt u lekarza, bo obawiając się kwarantanny, wolą się izolować się na własną rękę. Wszystkie te czynniki mogą fałszować statystyki.
Biorąc rzecz logicznie i według starej zasady medycznej: co częste, to częste, a co rzadkie, to rzadkie – ograniczenia w postaci zajęć zdalnych w szkołach, zmniejszenie liczby miejsc, w których mogłoby dochodzić do transmisji zakażenia, przynoszą rezultat. Podobną skuteczność widać było też wiosną. Wtedy nawet hurraoptymistycznie niektórzy twierdzili, że epidemii już nie ma. Były takie oceny.

Były, to prawda.

A teraz rzeczywistość pokazała, jak jest naprawdę. Niepokoi fakt, że mimo malejącej liczby zakażeń rośnie liczba zgonów. Wynika to z tego, że osoby, które miały ciężką postać COVID-19, weszły w fazy choroby, które czynią ogromne spustoszenia w organizmie. Wiemy, że część tych przypadków może skończyć się tragicznie. Zbieramy zatem żniwo zarażeń z ostatnich tygodni. Sądzę, że mamy do czynienia ze zmniejszeniem nasilenia epidemii, ale na pewno nie z sytuacją, w której możemy mówić, że druga fala jest już za nami. Tak będzie, kiedy zmniejszy się liczba zgonów.

A jako lekarze POZ, o co apelujecie do waszych pacjentów: żeby się testowali, czy żeby się izolowali? Czy jedno i drugie?

Mimo że obecnie dużo się o tym mówi, nie demonizowałbym konieczności przeprowadzania masowych testów. Testujmy się, żeby wiedzieć, czy jesteśmy chorzy. Natomiast podstawą jest zachowanie trzech zasad, o których stale przypominamy: dystans, maseczka, dezynfekcja – od tego nie ma odstępstw. Wiem, że coraz gorzej znosimy restrykcje i ograniczenia, ale niestety są one koniecznością. Kiedy podejrzewamy, że zaczynamy chorować – izolujmy się, zostańmy w domu, skorzystajmy z teleporady. Jeżeli jednak objawy zaczną się nasilać w ciągu od jednego do trzech dni, pozwalając przypuszczać, że to coś poważniejszego niż przeziębienie, wtedy powinniśmy przeprowadzić test w kierunku COVID-19.

Coraz większa liczba zarażonych jest wśród lekarzy, wśród lekarzy POZ. Czy system opieki zdrowotnej sobie z tym poradzi?

System jasno określa, jak mają postępować lekarze w szpitalach – i tam, jeżeli chodzi o selekcję i diagnostykę, procedury wskazują, jak ma postępować personel medyczny, kiedy występuje ryzyko zarażenia. Jeśli chodzi o POZ, to takich procedur nie ma. Generalnie: kiedy mamy podejrzenie, powinniśmy wykonać test, i dopiero gdy wynik jest dodatni, jesteśmy izolowani od pacjentów, a jeżeli jest ujemny – dalej pracujemy. Natomiast nie są to procedury jasno określone. Według schematu znajdującego się w rozporządzeniu ministerialnym lekarz wykonuje sobie test, kiedy ma pacjenta z objawami zarażenia, a nie wtedy kiedy podejrzewa, że ma do czynienia z pacjentem covidowym. Wykonuje też test, kiedy ma objawy, a wraca do pracy wcześniej, jeśli dwa razy ma ujemny wynik testu. Jednak mimo zachowanych środków ostrożności nasi lekarze i pielęgniarki się zarażają i te liczby idą w setki. To jasno wynika z prowadzonych przez nas statystyk.

Liczba zarażonego personelu POZ rośnie?

Tak. Dodatkowo ministerstwo zgłasza kolejny genialny pomysł: żebyśmy testowali pacjentów w POZ, chociaż infrastruktura bardzo wielu naszych przychodni nie jest przystosowana do tego, aby przyjmować pacjentów zakaźnych. Mam nadzieję, że ten pomysł będzie w odpowiednim momencie zweryfikowany. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy przychodzi do nas na wizytę osobistą pacjent z objawami, wykonujemy test i wychodzi COVID dodatni. Oznacza to, że mamy bezpośredni kontakt z chorym i istnieje ryzyko, że nawet przy zachowaniu wszystkich środków ostrożności doszło do zarażenia, a my dalej przyjmujemy pacjentów.
Faktycznie testować pacjentów w POZ można tylko wtedy, kiedy są do tego warunki: śluzy, filtry, kiedy można maksymalnie zabezpieczyć ścieżkę pacjenta infekcyjnego i odseparować go od pacjenta nieinfekcyjnego – wtedy można myśleć o tym, że normalna praca POZ nie zostanie zakłócona. W 90% placówek w Polsce takich warunków dziś nie ma i przystosowanie naszych obiektów do tego celu będzie trwać, ale też wymaga środków.

Mam wrażenie, że cały czas musicie mierzyć się z narzucanymi rozwiązaniami, które są tworzone przez teoretyków, a nie przez praktyków.

Tak dokładnie to wygląda. Do naszego ogródka wrzucane są coraz to nowe kamyczki, a nie widzi się tego, że POZ jest fundamentem, na którym opiera się cały system. Jeżeli przeciąży się ten fundament, to może runąć cały system. Dobrze więc trzeba ważyć zagadnienia pracy z pacjentami, profilaktyki, wczesnej diagnostyki, zabezpieczanie chorych w pierwszym stadium choroby, a później tych, którzy są przewlekle chorzy. Konsultowanie ich z innymi odpowiednimi segmentami opieki zdrowotnej, wypisywanie leków, monitorowanie pacjentów…
Dorzucanie obowiązków związanych z COVID-19 może wywołać katastrofę. Już słyszymy skargi pacjentów czy rzecznika ich praw, dotyczące braku dostępu do specjalistów albo do szpitali, że przełożono terminy, że lekarze POZ muszą zabezpieczać ludzi, którzy powinni być leczeni na wyższym szczeblu systemu ochrony zdrowia, ale nie mogą się dostać do specjalistów, którzy ich do tej pory prowadzili. A ministerstwo stara się do POZ wepchnąć kolejne obowiązki, które dodatkowo kolidują z dotychczasowymi! Propozycja przeprowadzania testów antygenowych w praktykach, przyjmowanie pacjentów COVID-dodatnich, a co za tym idzie – zachowanie wzmożonego reżimu sanitarnego i dezynfekcji spowoduje dalsze zmniejszenie czasu dla dotychczasowych pacjentów i jeszcze większy problem z dostępem do służby zdrowia.

POZ mają być również zaangażowane w szczepienia przeciw COVID-19, jak one będą wyglądać?

Ogromne zadanie, to są miliony ludzi do zaszczepienia w krótkim czasie! W samych placówkach POZ, choć większość z nich ma punkty szczepień, które spełniają wszystkie wymogi sanitarno-epidemiologiczne, może zabraknąć ludzi! Jak przy obsłudze respiratorów – problem jest nie tyle z respiratorami, co z kadrą, która potrafiłaby je fachowo obsłużyć. Przy szczepieniach muszą być ludzie z odpowiednimi kwalifikacjami i odpowiednie warunki, bo te szczepienia są nowe i nie wiemy do końca, jak przy milionach zaszczepionych będą się spisywać. Oczywiście uważam, że to bezpieczny produkt i jako taki będzie przez nas traktowany, ale nawet przy najbezpieczniejszych szczepieniach mogą się pojawić niepożądane odczyny poszczepienne i przy takiej skali może być ich dużo. Zabezpieczenie tutaj jest podstawą i to zarówno w sprzęt, jak i w ludzi, więc jeżeli ministerstwo oczekuje, że właśnie POZ będzie odpowiadać za to zadanie, to bardzo poważnie musi przemyśleć, żeby nie ucierpieli na tym pacjenci, których mamy stale pod opieką.

A proszę powiedzieć, tak realistycznie, kiedy spodziewa się Pan, że szczepienia na COVID-19 się rozpoczną?

Myślę, że na wiosnę, bo pieniądze już są odłożone w skarbonce Unii Europejskiej, kwestia tylko, jak linia produkcyjna będzie wydolna. Prawdopodobnie na pierwszy ogień pójdzie personel medyczny; tak powinno być. Wtedy inaczej spojrzymy na „”współistnienie”” z covidem, bo jeżeli my będziemy mieli pewną ochronę przed chorobą, to będziemy bezpieczni także dla naszych pacjentów i wiele procedur będzie można uprościć. Będziemy także pierwszymi „”odważnymi”” próbującymi nowy produkt na sobie. Dużo jeszcze może się zdarzyć, dlatego szczepienia muszą być wykonane jeszcze przed trzecią falą, która nieuchronnie nastąpi.

Czyli trzecia fala to wiosna?

Tak przypuszczam. Do wakacji mieliśmy spadek pierwszej fali, w czasie wakacji poziom zachorowań się wyrównał, we wrześniu, gdy dzieci wróciły do szkół, zaczęła się druga fala. Czyli jeżeli wrócą do nich po feriach, to myślę, że około połowy lutego zacznie się następna fala. I my w tym czasie musimy już szczepić.

A czy wyobraża Pan sobie takie masowe szczepienia? Nie było jeszcze niczego podobnego…

Skala tych szczepień będzie ewenementem. To wymaga przygotowania i konsultacji wszystkich środowisk, które są zaangażowane, a nie działania urzędnika przy biurku, który wpisze kilka liczb w tabelki i zadecyduje, że ma być tak a tak. Nie widzę możliwości, byśmy wszyscy odłożyli nasze zadania, zostawili pacjentów samych sobie i tylko szczepili – tego się nie da zrobić – albo jedno, albo drugie będzie źle zrobione.

Konsultacje trwają?

Na razie mam informacje od kolegów, że do przychodni słane są litanie pytań: czy spełniamy warunki, ile byłoby nam potrzeba sił i środków – sił przede wszystkim, bo o środki nikt nie pyta – do tego, by przystąpić do akcji szczepień przeciwko COVID-19. Przyznam, że zaskakuje mnie forma tych ustaleń – chyba najpierw należałoby się spotkać i porozmawiać, a dopiero potem ustalać szczegóły przy pomocy list i pytań. Po prostu praktyka, która jest od jakiegoś czasu w naszym kraju nagminnie stosowana, że ktoś coś wymyśla w Warszawie i później próbuje narzucić to jako rozwiązanie jedyne i najlepsze, bardzo źle rokuje, bo może spowodować chaos, a to w systemie ochrony zdrowia z reguły kończy się źle. Mam jednak wiadomość, że władze zwróciły się także do nas o konsultacje w tej sprawie, co daje pewną nadzieję na przyszłość.

Czy uważa Pan, że jeżeli nie zdążymy ze szczepieniami, to ta trzecia fala będzie mocniejsza od drugiej?

Biorąc pod uwagę, jak mało ludzi zachorowało, będzie mocniejsza. Jest nas grubo ponad 30 milionów, a ileż ludzi zachorowało? Niecały milion, no powiedzmy, że bezobjawowo zachorowało 4 razy tyle, to wciąż bardzo niewiele, więc każda następna fala może być intensywniejsza i zagrozić zwłaszcza osobom z obniżoną odpornością i chorobami współistniejącymi. Szczepionka naprawdę daje nadzieję, dlatego akcję szczepień trzeba zorganizować z nie tylko z wojskową precyzją, ale również po partnersku traktując wszystkie zaangażowane podmioty.

Iwona Radziszewska